4AD — legenda alternatywy lat 80.
Historia 4AD, Cocteau Twins, Dead Can Dance i Pixies, wizualny świat wytwórni oraz polskie radio Tomasza Beksińskiego. Do tego 50 nagrań na jeden długi wieczór.

Głos, którego nie sposób pomylić z innym. Gitara bardziej podobna do światła niż do strun. Okładka, która niczego nie wyjaśnia, a jednak każe wziąć płytę do ręki. Z takich spotkań powstała legenda 4AD — wytwórni, która potrafiła połączyć bardzo różną muzykę w przekonujący, osobny świat. Wchodzimy do niego przez lata osiemdziesiąte, zaglądamy do polskiego radia Tomasza Beksińskiego i zostajemy na dłuższy wieczór słuchania.
Nie tylko wytwórnia
Najłatwiej byłoby opisać 4AD jednym kolorem: ciemnym. Pasowałby do części okładek, do skojarzeń z post-punkiem, do muzyki, którą chętnie włącza się po zmroku. Tyle że po chwili pojawiają się Pixies, Modern English albo Colourbox i ten porządek przestaje wystarczać. Zamiast jednego nastroju dostajemy napięcie między surowością a delikatnością, piosenką a przestrzenią, bezpośrednim uderzeniem a dźwiękiem, który długo nie chce zdradzić swojego kształtu.
To dobry punkt wyjścia. Nie warto szukać tu jednej obowiązującej recepty na brzmienie. Lepiej potraktować katalog jak dobrze dobraną kolekcję płyt: poszczególne pozycje mogą się od siebie różnić, ale ich sąsiedztwo coś podpowiada. Jeśli przyciągnęło nas Treasure, nie musimy pokochać Doolittle. Możemy jednak zaufać, że różnica będzie warta sprawdzenia.
Właśnie dlatego historia 4AD jest ciekawsza od listy sukcesów. Dotyczy również sposobu słuchania. Nazwa wydawcy, oprawa graficzna i znajome nazwiska w opisach nagrań mogą prowadzić do muzyki, której inaczej byśmy nie wybrali. Zaczynamy od zespołu, a po kilku płytach orientujemy się, że poznajemy także gust ludzi stojących za katalogiem.
Nasza playlista prowadzi podobną drogą. Nie jest rankingiem najważniejszych nagrań ani rekonstrukcją konkretnej audycji. To zaproszenie do przejścia przez kilka pomieszczeń tego samego domu: od rozpoznawalnej piosenki przez mrok i rozmyte kontury po gitarowy zryw, a potem spokojne wyjście.
Od Axis do własnego języka
4AD rozpoczęło działalność w 1980 roku. Ivo Watts-Russell i Peter Kent wywodzili się ze sklepów Beggars Banquet. Początkowo używali nazwy Axis; kolizja z istniejącą wytwórnią wymusiła zmianę. Wśród pierwszych singli znalazło się Dark Entries Bauhaus. Pomysł na przedsięwzięcie zakładał również przekazywanie obiecujących wykonawców do większego Beggars, ale 4AD szybko stało się czymś więcej niż takim przystankiem. Historię tę Martin Aston odtwarza z wypowiedzi samych uczestników. Źródło: The Vinyl Factory.
W tej genezie istotne jest środowisko sklepu z płytami. Nie trzeba dorabiać do niego mitu nieomylnego sprzedawcy, żeby dostrzec sens: codzienny kontakt z muzyką i ludźmi, którzy jej szukają, to inne doświadczenie niż projektowanie repertuaru pod gotową kategorię. W historii 4AD interesuje nas właśnie przejście od polecania cudzych nagrań do podejmowania odpowiedzialności za własne wydania.
Nie warto przy tym rozciągać krótkiego związku z wytwórnią na całą późniejszą karierę artysty. Bauhaus jest częścią początku tej opowieści, ale nie oznacza to, że cały jego katalog należy opisywać jako dyskografię 4AD. Podobną ostrożność trzeba zachować przy późniejszych licencjach i wydaniach regionalnych. Znajome logo na jednym albumie mówi coś konkretnego o tym wydaniu, nie wszystko o zespole.
Mrok miał różne odcienie
Spójrzmy na trzy równoległe ścieżki. Oficjalny katalog Modern English obejmuje Mesh & Lace z 1981 roku, After the Snow z 1982 i Ricochet Days z 1984. Już ten zestaw przypomina, że w opowieści o 4AD trzeba zostawić miejsce dla piosenki i rytmu, nie tylko dla niedostępnej, posępnej aury. Katalog Modern English.
Xmal Deutschland pokazują inne oblicze wczesnej dekady. W oficjalnej retrospektywie Gift lata 1983–1984 zostały wyraźnie opisane jako okres 4AD, osobno od wcześniejszych singli. To przydatna granica: zamiast dopisywać wytwórni wszystko, co kojarzy się z gotyckim post-punkiem, możemy wskazać rzeczywiste nagrania z jej katalogu. Obok nich mieści się Medusa Clan of Xymox, również wydana przez 4AD. Xmal Deutschland, Medusa.
W słuchaniu proponujemy nie traktować tych zespołów jak wymiennych odmian jednego nastroju. Warto zwracać uwagę na to, co prowadzi utwór: głos, puls, gitarowy kontur czy powtarzający się motyw. Sam przymiotnik „mroczny” nie opowiada jeszcze, jak zbudowana jest piosenka. Potrafi nawet przeszkadzać, jeśli każe oczekiwać wyłącznie powagi i monumentalności.
Jest też instrumentalna ścieżka Dif Juz. Extractions z 1985 roku, z takimi nagraniami jak Crosswinds czy Silver Passage, daje w naszym wyborze oddech między bardziej wyrazistymi głosami. Z kolei Colourbox przypomina, że w tym samym katalogu mieszczą się The Moon Is Blue i Just Give ’em Whiskey. Tych kontrastów nie trzeba wygładzać. To one chronią opowieść przed zamianą w jedną, przeciągniętą na całą dekadę etykietę. Dif Juz, Colourbox.
Cocteau Twins, Dead Can Dance i This Mortal Coil
W centrum tej historii pozostają trzy nazwy, ale każda otwiera inne drzwi. W przypadku Cocteau Twins dobrym początkiem jest Treasure z 1984 roku. Elizabeth Fraser, Robin Guthrie i Simon Raymonde stworzyli album, którego same tytuły — Ivo, Lorelei, Amelia, Donimo — brzmią jak zaproszenie do osobnej przestrzeni. Oficjalna dyskografia potwierdza skład i autorstwo zespołu; nie potrzebujemy dopisywać muzyce ukrytego programu, żeby dać jej uwagę. Dyskografia zespołu.
Proponujemy zacząć od głosu. Nie od próby przepisania każdego słowa, lecz od melodii, akcentu, długości frazy. Następnie posłuchać, jak instrumenty zostawiają mu miejsce. Taki sposób wejścia jest szczególnie dobry dla kogoś, kogo określenie „dream pop” bardziej odstrasza, niż zachęca. Zamiast rozwiązywać gatunkową zagadkę, można po prostu wybrać jeden utwór i sprawdzić, czy chce się zostać do następnego.
Dead Can Dance pozwalają ułożyć wyraźną drogę przez dekadę: debiut z 1984 roku, Spleen and Ideal z 1985, Within the Realm of a Dying Sun z 1987 i The Serpent’s Egg z 1988. Wszystkie te wydania potwierdza katalog 4AD. Warto zachować tę kolejność podczas poznawania zespołu, nawet jeśli do pierwszego spotkania wybierzemy tylko jedno nagranie. Katalog Dead Can Dance.
Nie musimy nazywać tej muzyki autentycznym rytuałem ani przypisywać jej konkretnej dawnej tradycji. To częsta pokusa języka opisującego DCD: atmosfera zaczyna udawać historyczne objaśnienie. Lepiej zostać przy doświadczeniu słuchacza — przestrzeni, powadze, skupieniu — i pozwolić, by album nie był wyłącznie tłem. Na naszej playliście ten fragment powinien raczej zatrzymać uwagę niż dyskretnie wypełnić ciszę.
This Mortal Coil to z kolei pomysł Ivo Watts-Russella realizowany z Johnem Fryerem i zapraszanymi muzykami. W Song to the Siren, piosence Tima Buckleya, spotkali się Fraser i Guthrie. Nie jest to więc „utwór Cocteau Twins pod inną nazwą”, choć znajome osoby łatwo prowadzą do takiego skrótu. Historia nagrania.
Trzy albumy projektu — It’ll End in Tears z 1984, Filigree & Shadow z 1986 i Blood z 1991 — można potraktować jako osobną drogę przez katalog. Dla początkującego słuchacza pierwszy z nich jest szczególnie wygodnym punktem wejścia: pozwala śledzić spotkania wykonawców, a nie tylko jedną stałą tożsamość zespołu. To także przypomnienie, że interpretacja istniejącej piosenki może być pełnoprawnym centrum albumu, nie dodatkiem do „właściwej” twórczości. Katalog 4AD.
Okładka była częścią spotkania
Przy płytach 4AD trudno oddzielić opowieść o muzyce od projektowania. Vaughan Oliver i fotograf Nigel Grierson tworzyli 23 Envelope; późniejsze prace v23 rozwijały wizualny język wytwórni. Rick Poynor w magazynie „Eye” opisuje te realizacje jako ważny punkt odniesienia dla kolejnych projektantów. Nie chodziło wyłącznie o rozpoznawalny znak w rogu okładki. Znaczenie miały fotografia, układ liter, nieoczywista materia obrazu. Eye: 23 Envelope.
Oliver nie pracował w próżni. Wśród jego współpracowników był Chris Bigg, a przegląd archiwum projektanta przywołuje realizacje dla Pixies, Lush i The Breeders. Warto pamiętać te nazwiska, bo wygodne hasło „okładki Olivera” może zasłonić udział fotografów i innych projektantów. Eye: Waste not.
W rozmowie dla „The Quietus” Oliver i Watts-Russell wracali do relacji między przedmiotem, obrazem i muzyką. Dla nas najciekawsza jest wynikająca z niej swoboda: dobra okładka nie musi streszczać tekstów ani przedstawiać zespołu, żeby trafnie ustawić odbiór płyty. Może zadać pytanie, którego muzyka również nie zamierza szybko rozwiązać. Rozmowa z Ivo i Oliverem.
Spróbujmy prostego ćwiczenia: zanim włączymy wybrany album, poświęćmy chwilę jego okładce. Co sugeruje kompozycja? Czy litery są natychmiast czytelne? Czy fotografia pozwala rozpoznać przedmiot? Potem odłóżmy obraz i sprawdźmy, czy pierwsze skojarzenie wytrzymało spotkanie z muzyką. To ciekawsze niż dopasowywanie każdego szczegółu do rzekomego, jedynego znaczenia.
Oprawa może więc budować zaufanie, ale nie musi obiecywać identycznego doświadczenia. Dwie płyty potrafią wyglądać jak część tej samej kolekcji, choć jedna prowadzi w stronę wyciszenia, druga w stronę napięcia. Właśnie tak warto rozumieć spójność 4AD: jako zaproszenie do uważności, nie gwarancję jednakowego koloru wszystkich nagrań.
Gitary nie rozbiły tego świata
Throwing Muses i Pixies pomagają uwolnić 4AD od wizerunku wytwórni przeznaczonej wyłącznie do kontemplacji. W ich przypadku proponujemy inne ustawienie uwagi: szukać piosenki, która zmienia kierunek, nieoczywistego nacisku głosu, energii, która nie musi od razu zamieniać się w gładki refren. Takie słuchanie dobrze kontrastuje z wcześniejszym skupieniem na atmosferze.
Do Throwing Muses można wejść przez Hunkpapa z 1989 roku, a następnie The Real Ramona z 1991. Oba albumy widnieją w oficjalnym katalogu 4AD. Nie trzeba zaczynać od całej biografii zespołu: na pierwszym etapie więcej da porównanie kilku piosenek i sprawdzenie, czy ich napięcie zostaje z nami po wyłączeniu odtwarzacza. Throwing Muses w 4AD.
Z Pixies najprościej wybrać Doolittle z 1989. Debaser, Here Comes Your Man, Monkey Gone to Heaven i Hey należą do tego samego albumu. Już taki wybór pozwala spróbować kilku wejść bez zakładania, że istnieje jedna właściwa piosenka reprezentująca zespół. Nasza propozycja to nie zaczynać od pytania o wpływ na późniejszy rock. Najpierw sprawdzić samą muzykę; historię oddziaływania można dopowiedzieć później. 4AD: Doolittle.
Naturalnym kolejnym krokiem są The Breeders. Pod ukazało się w 1990 roku, z udziałem Kim Deal, Tanyi Donelly, Josephine Wiggs i Britta Walforda; nagrania zrealizowano ze Steve’em Albinim. Oficjalny opis przypomina związki tych osób z Pixies, Throwing Muses, The Perfect Disaster i Slint. To konkretny przykład tego, jak między nazwami na grzbietach płyt powstaje sieć osobowych połączeń. 4AD: Pod.
Dla słuchacza taka sieć jest znakomitym drogowskazem. Zamiast prosić algorytm o „coś podobnego”, można pójść za konkretną osobą i sprawdzić, co robi w innym otoczeniu. Nie zawsze dostaniemy podobne brzmienie. Czasem właśnie zmiana okaże się najciekawsza.
Na granicy dekad: Lush, Pale Saints i dalsze drogi
Lush zaznaczają obecność pod koniec lat osiemdziesiątych przez Scar z 1989 roku. Dalej są Gala z 1990, Spooky z 1992 i Split z 1994. Pale Saints otwierają własny rozdział albumem The Comforts of Madness z 1990, po którym przychodzi In Ribbons w 1992. To ważne rozróżnienie chronologiczne: legenda lat osiemdziesiątych prowadzi tu do następnej dekady, a nie pochłania jej pod wspólną datą. Lush, Pale Saints.
W naszym wyborze te płyty tworzą przejście między eteryczną częścią a mocniejszymi gitarami. Warto słuchać ich bez potrzeby natychmiastowego rozstrzygania, gdzie kończy się dream pop, a zaczyna shoegaze. Nazwy gatunków mogą pomóc znaleźć sąsiednie nagranie, ale nie powinny zastępować spotkania z nim. Do pierwszego podejścia wystarczy jedna melodia, do której chce się wrócić.
Równie ciekawy jest boczny korytarz His Name Is Alive. Livonia, debiut w 4AD z 1990 roku, wyrasta z nagrań Warrena Defevera; oficjalny opis wskazuje głos Karin Oliver oraz udział Watts-Russella i Fryera w opracowaniu materiału. To kolejny powód, by nie kończyć zwiedzania katalogu na najbardziej znanych nazwach. 4AD: Livonia.
Spokojniejszą drogę proponujemy przez Red House Painters I z 1993 i Ask Me Tomorrow Mojave 3, rozpoczynające ich okres w 4AD w 1995 roku. Te albumy znajdują się w oficjalnym katalogu. W dramaturgii playlisty zostawiamy im miejsce pod koniec: nie jako dopisek o wszystkim, co wydarzyło się później, lecz jako wyjście z intensywnej części wieczoru. Red House Painters, Mojave 3.
4AD po polsku — Tomasz Beksiński i radio
Polskiego fragmentu tej historii nie da się uczciwie zamknąć zdaniem, że „płyt nie było, więc zostało tylko radio”. Jarosław Bytner, opisując niezależną scenę Bydgoszczy lat osiemdziesiątych, wskazuje import, wymianę nagrań i kasety, ale przypomina też licencyjne wydania Tonpressu: Lonely Is an Eyesore w 1987 i Treasure w 1989. Dostęp był ograniczony i nierówny; nie był całkowicie nieobecny. Bytner, „Porównania”, 2024, s. 120–121.
Ta różnica jest istotna. Pozwala opowiadać o słuchaczach jako o ludziach, którzy aktywnie szukali muzyki, wymieniali się nią i korzystali z dostępnych dróg. Radio było jedną z najważniejszych części tego obrazu, lecz nie trzeba usuwać pozostałych, aby docenić radiowego przewodnika.
Trzeba również rozdzielić anteny. Bytner wymienia „Wieczór płytowy” i „Romantyków muzyki rockowej” w Programie II, wiążąc te audycje z popularyzacją między innymi Cocteau Twins, Dead Can Dance, Clan of Xymox i Xmal Deutschland. Tomasz Beksiński prowadził drugą z nich, przy pierwszej autor wskazuje także Tomasza Szachowskiego. Nie były to audycje Trójki.
Związki Beksińskiego z Programem III są natomiast dobrze udokumentowane w archiwum samej rozgłośni, które przypomina „Muzyczną pocztę UKF” i „Trójkę pod Księżycem”. Te dwa radiowe rozdziały można połączyć w opowieść o przewodniku, ale nie należy zamieniać ich w jedną audycję odbywającą się zawsze na tej samej antenie. Archiwum Polskiego Radia.
Jest także bardzo konkretny ślad obecności 4AD w pamięci o nim. We wspomnieniowej audycji Anny Gacek z września 2016 roku pojawiły się Dawn of the Iconoclast Dead Can Dance, Amelia Cocteau Twins i Another Day This Mortal Coil. To program poświęcony Beksińskiemu, a nie odtworzona lista jego własnej emisji. Jako świadectwo radiowego świata, z którym go łączono, jest jednak wymowny. Trójka: wspomnienia przyjaciół.
W opisie wydawnictwa In Memoriam Polskie Radio przywołuje udział radiowców i słuchaczy oraz muzykę, którą dziennikarz lubił i prezentował. Z kolei późniejsze przypomnienia archiwalnych audycji pokazują, że zainteresowanie jego sposobem prowadzenia słuchacza nie zakończyło się wraz z ostatnią emisją. To mocniejszy punkt oparcia niż efektowne, ale niemożliwe do zmierzenia zdanie o wychowaniu całego pokolenia. In Memoriam, audycje archiwalne.
Co można z tego zabrać do dzisiejszego słuchania? Przede wszystkim pomysł, że kolejność ma znaczenie. Piosenka nie musi być samotnym wynikiem wyszukiwania: może wynikać z poprzedniej, z komentarza, z chwili ciszy. Tego nie zastąpi sama dostępność ogromnego katalogu. Potrzebna jest jeszcze decyzja, czemu poświęcić uwagę i dlaczego właśnie teraz.
Nie próbujemy imitować głosu Beksińskiego ani układać playlisty, którą rzekomo mógłby podpisać. To współczesny wybór Terminal 42. Łączy go z radiową tradycją prostsza ambicja: zaproponować wieczór mający początek, rozwinięcie i zakończenie, zamiast pozostawić słuchacza z pięćdziesięcioma niezależnymi poleceniami.
Logo jako zaproszenie, nie gwarancja
Lonely Is an Eyesore z 1987 roku daje wygodny punkt odniesienia dla kuratorskiej roli wytwórni. Kompilacja pozwala wejść do katalogu przez różne nazwiska na jednym wydawnictwie. To coś innego niż oczekiwanie, że każdy kolejny album będzie powtórzeniem poprzedniego zachwytu. Katalog 4AD.
Warto również spojrzeć poza brytyjski punkt widzenia. Oficjalna historia Cocteau Twins opisuje pierwsze amerykańskie występy w 1984 roku, ograniczoną dystrybucję i kosztowne importy. To konkretny przykład, jak muzyka przekraczała granice mimo barier dostępu. Nie dowodzi identycznego doświadczenia wszystkich odbiorców, ale przypomina, że katalog żyje także w tym, jak ludzie do niego docierają. Cocteau Twins: rozdział czwarty.
Dzisiaj najciekawszą formą wierności tej idei może być ciekawość. Zamiast wymagać od 4AD wiecznego odtwarzania lat osiemdziesiątych, można wracać do tamtych płyt i jednocześnie zostawić sobie prawo do innych odkryć. Legenda nie musi być zamkniętą gablotą. Dobrze, jeśli nadal da się z niej wyjąć album, położyć go przed sobą i usłyszeć coś więcej niż własne wspomnienie.
Od czego zacząć przygodę z 4AD?
Nie trzeba słuchać wszystkiego chronologicznie. Oto osiem punktów wejścia; daty dotyczą pierwotnych albumów, nie późniejszych remasterów.
- *Cocteau Twins — Treasure (1984). Na początek wybierz Lorelei*, a potem pozwól wybrzmieć całej płycie. Dobry kierunek, jeśli najbardziej interesuje cię głos i atmosfera.
- *Dead Can Dance — Within the Realm of a Dying Sun (1987).* Zostaw mu osobny wieczór. To nasza propozycja dla słuchacza, który szuka skupienia, nie muzycznego tła.
- *This Mortal Coil — It’ll End in Tears (1984). Zacznij od Song to the Siren*, lecz nie kończ na nim. Dalej czeka spotkanie różnych wykonawców pod wspólną ideą.
- *Pixies — Doolittle (1989). Najbardziej bezpośrednie wejście z tej ósemki dla osoby szukającej gitarowych piosenek. Porównaj Here Comes Your Man z Hey*.
- *Throwing Muses — Hunkpapa (1989).* Wybór dla tych, którzy po Pixies chcą pozostać przy gitarach, ale zmienić sposób prowadzenia opowieści.
- *Pale Saints — The Comforts of Madness (1990). Pomost do następnej dekady. Spróbuj Sight of You*, a potem sprawdź resztę albumu zamiast zatrzymywać się przy jednej etykiecie gatunkowej.
- *The Breeders — Pod (1990).* Warto zestawić go z płytami Pixies i Throwing Muses. Znajome osoby spotykają się tu w innym układzie.
- *Lush — Spooky (1992).* Dalszy ciąg drogi od końca lat osiemdziesiątych. Dobry wybór, jeśli po eterycznej części nadal masz ochotę na wyraźną formę piosenki.
Playlista Terminal42: 4AD
4AD — dźwięki zmierzchu prowadzi przez pięć etapów: wejście w świat wytwórni, ciemniejszy post-punk, rozmarzoną przestrzeń, gitarową energię i spokojne zakończenie. Nie trzyma się sztywno chronologii — w tej podróży ważniejsze są przejścia między nagraniami.
Najlepiej słuchać od początku, bez losowania. Jeśli któryś utwór zatrzyma cię na dłużej, wróć później do całego albumu. Playlista ma otwierać kolejne drzwi, nie zastępować płyt.
50 utworów, 3 godziny 37 minut i 14 sekund muzyki. Otwórz playlistę w Spotify.

| Nr | Wykonawca | Utwór |
|---|---|---|
| Wejście w świat 4AD | ||
| 1 | Modern English | I Melt with You |
| 2 | Cocteau Twins | Lorelei |
| 3 | This Mortal Coil | Song To The Siren - Remastered |
| 4 | Dead Can Dance | Anywhere Out of the World - Remastered |
| 5 | Clan of Xymox | Louise |
| 6 | Colourbox | The Moon Is Blue |
| 7 | Cocteau Twins | Ivo |
| 8 | Dif Juz | Silver Passage |
| 9 | Throwing Muses | Dizzy |
| 10 | Pale Saints | Sight of You |
| Mrok i post-punk | ||
| 11 | Bauhaus | Dark Entries |
| 12 | Xmal Deutschland | Qual |
| 13 | Xmal Deutschland | Incubus Succubus II |
| 14 | Clan of Xymox | A Day |
| 15 | Clan of Xymox | Muscoviet Mosquito |
| 16 | Modern English | Gathering Dust |
| 17 | Modern English | Someone's Calling |
| 18 | Dead Can Dance | Xavier - Remastered |
| 19 | Dead Can Dance | Cantara - Remastered |
| 20 | This Mortal Coil | Strength Of Strings - Remastered |
| Rozmarzona przestrzeń | ||
| 21 | Cocteau Twins | Amelia |
| 22 | Lush | De-Luxe |
| 23 | Lush | For Love |
| 24 | Lush | Sweetness and Light |
| 25 | Pale Saints | You Tear the World in Two |
| 26 | Pale Saints | Sea of Sound |
| 27 | His Name Is Alive | If July |
| 28 | His Name Is Alive | As We Could Ever |
| 29 | Dif Juz | Crosswinds |
| 30 | Colourbox | Just Give 'em Whiskey |
| Gitarowa energia | ||
| 31 | Throwing Muses | Not Too Soon |
| 32 | Throwing Muses | Counting Backwards |
| 33 | Throwing Muses | Hate My Way |
| 34 | Pixies | Debaser |
| 35 | Pixies | Here Comes Your Man |
| 36 | Pixies | Monkey Gone to Heaven |
| 37 | Pixies | Hey |
| 38 | The Breeders | Doe |
| 39 | The Breeders | Glorious |
| 40 | The Breeders | Fortunately Gone |
| Spokojne zakończenie | ||
| 41 | Red House Painters | Grace Cathedral Park |
| 42 | Red House Painters | Katy Song |
| 43 | Red House Painters | Mistress - Piano Version |
| 44 | Mojave 3 | Love Songs on the Radio |
| 45 | Mojave 3 | Sarah |
| 46 | Mojave 3 | Prayer for the Paranoid |
| 47 | This Mortal Coil | Tarantula - Remastered |
| 48 | Dead Can Dance | The Host of Seraphim - Remastered |
| 49 | Cocteau Twins | Donimo |
| 50 | This Mortal Coil | Another Day - Remastered |